Wakacje ... jako normalna osoba powinnam się cieszyć ... jednak dla mnie to nie ma znaczenia .
Wszystko jest bezsensu , moje życie nie ma sensu ..
Nie mam już siły , właśnie straciłam ukochaną osobę , nigdy nie pokocham żadnego chłopaka tak jak jego .. Odszedł nie ma go . Teraz siedzę , zamknięta w łazience i nie wiem co dalej ..
Mam taki burdel w głowie że myśli zaczynają się nawzajem gwałcić .
Odpalam papierosa , zaciągam się straciłam wszystko ... odwrócili się , rodzice , przyjaciele .
Co ja mam robić ?
Ogarniam się i wychodzę . Idę , sama nie wiem dokąd .. Dochodzę do plaży , siadam na brzegu , woda moczy moje nogi , ubrania nie przeszkadza mi to , jest gorąco . Z torby wyciągam , chujowo skręconego blanta odpalam , zaciągam się ...
Zaciągam się kolejny raz , a cięcia i rany na moich biodrach szczypią od słonej wody i mokrych spodenek . Wstaję, idę , płacze , a z moich nadgarstków cieknie krew . Wstaje biegnę dalej Nagle oślepiona wodospadem łez , wchodzę w jakiegoś chłopaka , próbuję przejść dalej , ale on nie chce zejść z drogi ...
- Możesz się odsunąć , chce przejść ?!
- Jak ty wyglądasz ....
- przesuń się !
- Potrzebujesz pomocy ?
Lekko go popycham biegnę dalej , ale nagle czuje że tracę równowagę upadam , a może umieram .. to bez znaczenia ..